fbpx
TOP
Organizacja czasu przy dzieciach

Co zrobić, żeby dziecko bawiło się samo?

Z doświadczenia powiedziałabym, że pytanie typu „A synek/córka dużo bawi się sam?” jest zadawane rodzicom niemal równie często, jak pytanie „A jak śpi?”. I nie ma się czemu dziwić, że umiejętność samodzielnej zabawy jest wysoko ceniona w świecie rodzicielskim. Maluch wymagający uwagi 24 h/dobę nie pomaga, kiedy notorycznie cierpi się na deficyt czasu. I to bardzo frustrujące, kiedy jest się zmęczonym (a zabawa z dziećmi może być bardzo męcząca) albo ma się coś do zrobienia, a dzieci za każdym razem wymagają wtedy naszego zaangażowania. Nudzą się, wiszą u nogi, płaczą, nigdy nie potrafią zająć się sobą. Co zatem zrobić, żeby dziecko bawiło się samo?

Nie chcę w tym poście grać roli eksperta. Nie mówię, że u nas jest cudownie i dzieci zawsze potrafią się zająć sobą, kiedy ja muszę zrobić coś innego. Ale nie jest najgorzej, zazwyczaj funkcjonuje to całkiem dobrze. I włożyliśmy z mężem sporo serca i wysiłku w to, żeby pielęgnować samodzielną zabawę maluchów i chciałabym podzielić się swoim doświadczeniem. Mi dużo inspiracji dał nurt wychowawczy RIE i na tym skupię się w tym poście.

Kiedyś usłyszałam bardzo fajny komentarz, że tylko rodzice, którzy mają jedno dziecko, mogą powiedzieć, że ich metoda wychowawcza się sprawdza. Dlatego, że dzieci są różne. Każda rodzina i sytuacja jest też inna, więc ja staram się do tego podchodzić z pokorą i nie narzucać innym swoich rozwiązań. Jednakże może kilka wskazówek, które nam się przydały, pomogą i wam. Bo zabawa z maluchami jest super… o ile jest dobrowolna 🙂

co zrobić, żeby dziecko bawiło się samo, samodzielna zabawa, tablica manipulacyjna

Jak to u nas wygląda?

Nasze dzieci dużo bawią się same i jestem w stanie bardzo wiele rzeczy zrobić przy nich. Córka (2,5 lata) miała jedynie kryzys samodzielnej zabawy w okresie lęku separacyjnego, który trwał od 9 do około 14 miesiąca. Nie było wtedy łatwo, ale udało się przetrwać. Teraz dużo czasu spędza na samodzielnej zabawie. Głównie przegląda książeczki, układa puzzle, segreguje klocki i inne małe elementy, jeździ autkiem, przekłada koraliki, bawi się w swojej kuchni (kroi owoce, gotuje na niby), przebiera lalki. Oczywiście – ma różne fazy rozwojowe. Zdarzają się trudniejsze dni i skoki, w trakcie których nie umie sobie znaleźć miejsca i ciągle kręci się koło mnie. Ale jest na tyle duża, że mogę już ją wtedy zaangażować trochę w obowiązki domowe.

Synek (9 miesięcy) do tej pory też codziennie miał 1-3 bloki trwające 0,5-1 h, kiedy bawił się zupełnie sam. Kilka dni temu zaczął się jednak okres lęku separacyjnego i mały ciągle potrzebuje obecności kogoś. Bawi się nadal sam, ale chce, żeby ktoś siedział obok niego na ziemi. Dlatego teraz, kiedy muszę zrobić coś, przy czym nie może mi towarzyszyć i stać u nogi, to zamykam go w jego bezpiecznej przestrzeni do zabawy lub w krzesełku do karmienia.

Od początku było to dla nas ważne, żeby wspierać dzieci w rozwoju umiejętności samodzielnej zabawy. Na pewno pomogło mi moje własne wychowanie. Pisałam o tym tutaj, że moi rodzice mieli takie podejście, że dzieci powinny bawić się przede wszystkim same albo z rówieśnikami. I do tej pory nie wiem, co to jest nuda. A wspólny czas rodzinny spędzaliśmy głównie podczas posiłków lub w trakcie różnych domowych prac. Uważam, że takie podejście dobrze zadziałało w przypadku moim i moich sióstr, więc od początku swojego macierzyństwa miałam przekonanie, że zabawa powinna być domeną dzieci. Dodatkowo wiele wskazówek, co zrobić, żeby dziecko bawiło się samo, znalazłam na blogu Janet Lansbury (nurt RIE).

Nie będę tutaj w ogóle wchodzić w temat zabawek i tego, które najlepiej się sprawdzają. Kiedyś zrobię osobny wpis, co u nas było hitem. Najważniejsza jest umiejętność dziecka do samodzielnej zabawy. Wtedy będzie ono potrafiło zająć się wszystkim. Ja często jestem pod wrażeniem, że nasze maluchy tak długo i kreatywnie potrafią bawić się pozornie błahymi przedmiotami.

co zrobić, żeby dziecko bawiło się samo, samodzielna zabawa, rodzeństwo

Co robić, żeby dziecko bawiło się samo – wskazówki RIE

RIE (Resources for Infant Educators, założycielka: Magda Gerber) oraz blog Janet Lansbury w duchu RIE odkryłam, gdy córka miała 7 miesięcy i ten nurt wychowawczy całkowicie zmienił moje patrzenie na rodzicielstwo. Jednym z ważniejszych założeń tej filozofii jest wspieranie naturalnej zdolności dziecka do samodzielnej zabawy. Jakie wskazówki daje zatem RIE, żeby dziecko bawiło się samo?

Codzienny blok czasu samodzielnej zabawy

Czyli dajmy dziecku każdego dnia czas na swobodną zabawę i odkrywanie świata. Jeśli noworodek leży spokojnie w łóżeczku, to niech dalej leży i podziwia sufit. To rozwija, naprawdę 🙂 A dorośli niestety czasami mu przerywają, bo czują obowiązek noszenia, tulenia, zagadywania. Rodzic może być obok niemowlaka, ale ważne jest, żeby nie przeszkadzał dziecku, nie zabawiał go, nie przerywał mu.

U nas zawsze rano jest taki blok samodzielnej zabawy. Dzieci są wtedy wypoczęte i najdłużej bawią się same. Po drzemce popołudniowej też zazwyczaj mamy taki blok. Poza tym są też inne, krótsze momenty. Wieczorem maluchy często są już zmęczone, więc ten czas spędzamy raczej wspólnie.

Bądź obserwatorem, a nie inicjatorem zabawy

Magda Gerber jak najbardziej zachęcała do spędzania wspólnie czasu w trakcie zabawy – o ile robimy to dobrowolnie. Ale będąc przy dziecku, obserwuj jego zabawę i narzucaj swojej wizji. Czasami można komentować, ale lepiej powstrzymać się od inicjowania zabawy i mówienia / pokazywania maluchowi, co ma robić. Janet stawia nawet bardzo kontrowersyjną tezę, żeby nie kulać piłki z powrotem do dziecka, kiedy niemowlak popchnął ją do nas. Pisze też, żeby nie pokazywać maluchom, jak rysować czy układać klocki.

Na początku ciężko było mi zrozumieć tak radykalne podejście, ale teraz dostrzegam ogromne tego zalety. To nie jest tak, że kompletnie dzieciom nic nie pokazuję. Staram się jednak powstrzymać i nie narzucać swojego wyobrażenia zabawy albo instruować, jak mają obsługiwać zabawki. Próbuję podążać za pomysłami dzieci. Dzięki temu córka świetnie i długo bawiła się, układając kredki obok siebie w różnych ustawieniach, albo przenosząc klocki w ozdobnej torebce z pokoju do pokoju, albo układając wieżę z gąbek do mycia naczyń.

I widzę też, że córka nie oczekuje ode mnie takiego zaangażowania w zabawę, jak na przykład od babci, które pokazały jej, jak układać puzzle czy malować. Od nich często wymaga „Narysuj mi kotka”, „Ułóż wieżę”, a ja takich ciągłych próśb nie słyszę.

Daj dziecku dużo dobrego jakościowo czasu

Magda Gerber zachęcała do tego, żeby poświęcić dziecku maksimum uwagi podczas czynności pielęgnacyjnych: przewijania pieluszki, kąpania, karmienia. To ważne, żeby każdego dnia spędzać z dzieckiem czas dobry jakościowo – i skupić się tylko i wyłącznie na dziecku. Wyłączyć telefon, nie oglądać przy okazji telewizji, nie myśleć o pracy. Można z nim spędzić ten czas także podczas zabawy. Pamiętajmy jednak wtedy o poprzednim punkcie i bądźmy tylko uważnymi obserwatorami. Kiedy zbiorniczek uwagi malucha będzie napełniony, to będzie ono bardziej skore do samodzielnej zabawy.

Nie przerywaj dziecku

My dorośli mamy tendencje do nietraktowania dzieci jako równych i nietraktowania ich zajęć jako poważnych. A takie notoryczne przerywanie maluchom wpływa negatywnie na ich umiejętność skupienia się i daje sygnał, że to czym się zajmują, nie jest aż tak ważne jak to, co chcą robić akurat dorośli.

Ja stale nad tym pracuję, żeby nie przeszkadzać dzieciom, kiedy są czymś zajęte. Gdy tylko to możliwe, to staram się poczekać, aż skończą zabawę, zanim zawołam na obiad, zmianę pieluszki czy wyjście z domu.

Bezpieczne miejsce do zabawy („Yes-Space”)

Janet Lansbury bardzo zachęca do tego, żeby przygotować dla dziecka ogrodzone miejsce do zabawy, w którym maluch jest bezpieczny i może swobodnie się poruszać, wszystkiego dotykać. Chodzi o to, żeby dziecko bawiło się samo i żeby rodzice nie przeszkadzali mu w tym poprzez ciągłe mówienie „nie, tego nie możesz”, „nie, tego nie dotykaj”. Najlepiej przyzwyczaić malucha do takiego miejsca do zabawy już wtedy, kiedy nie jest jeszcze mobilne. Potem też oczywiście można to zrobić, ale będzie trochę trudniej.

Ja przy córce nie zdecydowałam się niestety na takie miejsce. Bawiła się na nieogrodzonej macie na środku salonu. Dla synka zrobiliśmy w salonie taki zamykany ogródek do zabawy i to było rewelacyjne posunięcie. Teraz żałuję, że nie ułatwiłam sobie tak życia przy córce.

Synek jest przyzwyczajony do ogródka, ma tam pełną swobodę, jest bezpieczny, nie przerywam  mu zabawy żadnymi zakazami, zabawki nie plątają się po całym salonie, widzę dziecko z kuchni. Możliwość zamknięcia go w bezpiecznej przestrzeni wielokrotnie mi się przydała. Nawet teraz w okresie lęku separacyjnego działa to dobrze. Synek widzi mnie krzątającą się w kuchni, czasami przyczłapie bliżej, stanie przy płotku, trochę pomarudzi i znowu wraca się bawić. Nawet jeśli mocno wymaga mojej obecności, a ja koniecznie potrzebuję kilku minut, żeby coś skończyć, to mogę go odłożyć do ogródka. Nawet jeśli płacze, to jest tam bezpieczny. Lepiej tak, niż żeby wspinał się po mojej nodze i ją szarpał, kiedy ja mam w rękach gorący garnek.

yes-space, ogrodzone miejsce do zabawy, miejsce do zabawy

Ufaj dziecku i jego naturalnej umiejętności do zabawy

Jeśli chcesz, żeby dziecko bawiło się samo, to potrzebujesz czasami trochę więcej wiary 🙂 RIE zapewnia, że to naturalna zdolność dzieci i nie trzeba tego nauczyć. Musimy jedynie tego daru nie zepsuć poprzez przerywanie, narzucanie swojej wersji zabawy czy przyzwyczajenie do tego, żeby to zawsze my inicjujemy zabawę i ciągle zabawiamy dziecko. Zaufaj zatem swojemu maluchowi, że potrafi zająć się czasami sobą.

Magda Gerber zachęcała też do tego, żeby wierzyć w dzieci i zachęcać do prób. Więc nawet jeśli dziecko zaczyna marudzić, że nie może dosięgnąć zabawki, to nie powinniśmy od razu mu jej podawać. Czasami wystarczy jakiś komentarz, słowa zachęty typu „Tak bardzo chcesz tę zabawkę. Już prawie ją złapałeś.” lub krótka przerwa w samodzielnej zabawie.

Dbanie o własne granice

Janet zachęca też do wychowywania dzieci w poczuciu, że umieją się zająć same sobą. W tym celu musimy zadbać o własne granice i zaufać, że maluchy to prędzej czy później zrozumieją. Jeśli musimy ugotować obiad albo wykonać telefon albo wypić ciepłą kawę, to mamy prawo to zrobić. Jeśli my nie zadbamy o siebie, to nie będziemy mieć sił, żeby dobrze zająć się dziećmi. Oczywiście – dzieci będą czasami protestować i mają do tego prawo. Trzeba im pozwolić na te emocje, a będzie ich dużo na początku, jeśli dziecko jest przyzwyczajone do ciągłej obecności rodzica. Janet ma na blogu dużo wpisów na ten temat, poniżej podrzucę linki. Jest tam pełno wskazówek, jak postępować, żeby dziecko bawiło się samo.

Ja na przykład nie mówię nigdy „Idź się pobawić sama”, bo to zawsze ma odwrotny skutek 😉 Ale już powiedzenie czegoś w stylu: „Muszę ugotować obiad i jestem teraz zajęta. Wiem, że czasami ciężko jest wymyślić, co robić. Ale jesteś bardzo kreatywna, na pewno coś wymyślisz.” już kilka razy zadziałało.

Zapewnianie dziecku rozrywki 24h/dobę to nie jest obowiązek rodzica

Według Janet to kolejny błąd współczesnych rodziców – przekonanie, żeby dziecko stale było zajęte, żeby w ogóle nie płakało. To budzi ogromną presję w rodzicach i dążenie do organizowanie im ciągle czasu. A chwila nudy u dzieci jest przecież potrzebna, bo wtedy rodzą się w ich głowach kreatywne pomysły. Janet jest też wielką przeciwniczką włączania telewizji / bajek dla małych dzieci. Uważa, że to błędna próba nauczenia, żeby dziecko bawiło się samo. To bierna rozrywka, która działa silnie uzależniająco na dzieci. Zwracanie się do technologii, żeby zapewnić sobie chwilę spokoju, jest tylko kolejną formą przekonania, że to rodzice mają obowiązek wymyślić zajęcie dla swoich pociech.

Przydatne artykuły i podcasty, którymi się inspirowałam

 

 

 

Spodobał Ci się ten wpis? Może masz ochotę się nim podzielić z innymi? Pozdrawiam :) Justyna

«

»

Co o tym myślisz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *